Pomarańczowe babeczki z pierwiosnkami

Jeśli coś miało pójść tego dnia nie tak, to te muffinki (i pogoda, ale to już szczegół ;)). Zatem jeśli ktokolwiek z klubu się zastanawiał, dlaczego finał WOŚP na Prokocimiu był taki udany, to dlatego, że te babeczki ściągnęły na siebie całego pecha 😉

Zaczęło się od tego, że zmieszałam suche składniki na pomarańczowe muffinki z malinami i okazało się, że nie mam ani jogurtu ani malin, bo zużyła je moja córka poprzedniego wieczoru. Nic strasznego. Użyłam kefiru i pokroiłam na drobną kostkę kilka truskawek, które kupiłam do dekoracji. Dolałam składniki płynne, wymieszałam i wtedy wparował do kuchni syn, który koniecznie w tym momencie chciał uzyskać odpowiedź na palący życiowy problem, czy wolę Neymara czy Messiego?! Udzielając odpowiedzi nałożyłam masę do papilotek, wstawiłam foremki do piekarnika i w tym momencie zorientowałam się, że wszystkie pieczołowicie krojone truskawki zostały w miseczce… OK, czyli będą muffinki pomarańczowo-waniliowe. Takie delikatne, bo skórki pomarańczowej dałam tylko troszkę, żeby podkreśliła a nie zdominowała maliny, czy też zastępcze truskawki, których też ostatecznie zabrakło. Hmmm.

Pomarańczowo-waniliowe babeczki z pierwiosnkami

1,5 szklanki mąki
0,5 szklanki cukru
1 łyżeczka cukru z wanilią
1 łyżeczka proszku do pieczenia
skórka starta z połowy pomarańczy
100 ml oleju
1 jajko (można ominąć, wtedy wlej ciut więcej kefiru)
1 szklanka kefiru
2-3 łyżki soku pomarańczowego

do wersji czekoladowej dodałam:
3 łyżki kakao
garść borówek czarnych (mrożonych) i pokrojonych truskawek
lub garść malin

To jest porcja na 12 dużych babeczek albo 16 nieco mniejszych

W misce wymieszaj składniki suche. Dolej mokre składniki. Żeby nie brudzić bez potrzeby naczyń, odmierz w szklance olej (mniej niż połowa szklanki, więcej niż 1/3 😉 ), wbij do tej szklanki jajko i rozbełtaj (no chyba, że nie masz jajka, wtedy się nie przejmuj – muffinki i tak wyjdą a na dodatek będą się piekły krócej o jakieś 5 minut). Wlej do suchych składników i zaraz potem dolej sok i kefir odmierzony tą samą szklanką. Zamieszaj łyżką tylko do połączenia składników. Dorzuć drobne owoce, jeśli masz. Nałóż masę do papilotek i piecz w 180ºC przez 20-25 minut, do suchego patyczka.

Babeczki upiekły się pięknie, złociście. Złapałam za metalową formę i poczułam przeraźliwy ból przypiekanej ręki. Jakoś tak dziwnie się stało, że rękawica ochronna w jednym miejscu straciła swoje ochronne właściwości. Być może miało to coś wspólnego ze wzmożoną ostatnio aktywnością kulinarną moich dzieci a może to tylko koincydencja czasowa, któż to wie?… W każdym razie poparzyłam się, szarpnęłam ręką i choć nie upuściłam metalowej formy, to strąciłam pozostałe luźne foremki z muffinkami, które pacnęły twarzą w dół na podłogę. W tym momencie nie lubiłam ani Neymara ani Messiego… Po kilku głębokich oddechach i zimnym kompresie na dłoń nadal nie widziałam problemu, bo i tak było wiadomo, że z każdego wypieku przygotowanego na jakąś okazję poza domem muszę zostawić haracz dla rodziny, a rodzina nie obrazi się o taki drobny szczegół jak pacnięcie muffinek o rodzinną podłogę. Odstawiłam babeczki do wystudzenia i zajęłam się czymś innym. I to był błąd… Bo babeczki zaczęły znikać. Puff! Czyli jednak coś poszło tak jak trzeba. Babeczki były pyszne.

Uznałam, że nie mogę się pojawić na wydarzeniu z jednym talerzem muffinek, więc uznałam, że upiekę drugą partię, tym razem z kakao i tym razem nie zapomniałam dorzucić pokrojonych truskawek, a nawet dodałam jeszcze garść zamrożonych czarnych borówek.

Potem przyszła pora na krem. Przez chwilę miałam pomysł, żeby do kremu do jasnych babeczek użyć truskawek, jednak zimowe truskawki z Hiszpanii choć pięknie pachną i okazale wyglądają, nie mają konsystencji dobrej do przetwarzania. Poza tym wiecie: haracz dla rodziny obejmuje też truskawki 😉 No to może chociaż dodam do kremu nieco koloru i część zabarwię niebieską spiruliną. Małą porcję mascarpone utarłam z cukrem, dodałam spiruliny i pach! Niebieski krem się zwarzył. Wdech, wydech, wdech. Zmiana tematu. Czekoladowy krem przeszedł gładko i bezproblemowo. Kilka chwil i babeczki czekoladowe z owocami były gotowe. To nie one ściągały pecha w tym dniu.

Została mi ostatnia porcja mascarpone. Przeklinając w duchu Neymara i Messiego, którymi nadal zadręczał mnie syn, utarłam serek z cukrem pudrem, skórką i sokiem pomarańczowym. Jest OK, delikatnie, ale jednak pomarańczowo. Zaszaleć, czy postawić na pewniaka? Neymar czy Messi? A jeśli niebieski znów nie wyjdzie? W końcu babeczki same w sobie też są dobre, a w odwodzie przecież mam jeszcze czekoladowe. Kto nie ryzykuje, ten zostaje bezbarwny. Skoro nie wyszło dodanie spiruliny do kremu, to teraz dodam krem do spiruliny. I to się udało! Niebieski krem nałożyłam z jednej strony szprycy, dopełniłam białym i nałożyłam na babeczki. Na koniec dorzuciłam pierwiosnki, które od tygodnia hodowałam na parapecie. Limit pecha wyczerpałam! WOŚPowa puszka zapełniła się pieniędzmi, brzuchy wypełniły się domowymi wypiekami i chyba nawet jednego z mini-meczów nasza drużyna kobiet nie przegrała.
Lubię i Neymara, i Messiego 😉

Dziękuję wszystkim, którzy do tego dnia dołożyli swoją porcję pozytywnych emocji! ❤

2 myśli na temat “Pomarańczowe babeczki z pierwiosnkami

  1. Przeczytałam z przyjemnością (śmieszki!) i obejrzałam smakowite zdjęcia. Ten krem to pro-fes-ka!
    P.S. Mój syn już 20 lat temu zmusił mnie, bym zaprzysięgła, iż TYLKO LIVERPOOL!!! (równie dobrze mogłaby to być Burza-Pernambuko, alem przysięgła :-D)

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s