Teppanyaki i sushi, czyli TAO i ZEN

Miałam ostatnio wielką przyjemność uczestniczenia w spotkaniach dotyczących kuchni japońskiej zorganizowanych przez restauracje Zen oraz Tao, próbowania azjatyckich specjałów, a także własnoręcznego przygotowania sushi.

Wybaczcie brak zdjęć, ale po ciemku wyszły mi tak ohydnie, że nie chciałabym nimi nikogo zniechęcać, a obie restauracje są śliczne i smakowite, więc warto je eksplorować na własne oczy i podniebienia. Choć nawet warto zerknąć na ich galerie: TAO (klik) i ZEN (klik).

Restauracja TAO przy ul. Józefińskiej 4 w Krakowie jest przepiękna! Urządzona w kolorach kremowej bieli, drewna i zieleni, tchnie spokojem i świeżością. Pęki lucky bamboo, zielone jabłka i podwieszone pod sufitem origami tworzą cudowny klimat. Niesamowitym atutem jest ganek i ogródek – z altaną, ogromnym lustrem, kanapami, sztuczną trawą i kicającymi króliczkami: Taosiem i Zenusiem. Koniecznie warto odwiedzić TAO, szczególnie z dziećmi (mają trampolinę ;))

Pierwsze spotkanie w TAO upłynęło pod znakiem obżarstwa, sybarytyzmu i wielkiego show. Szef kuchni, pochodzący z Filipin Allan, mistrz szpatułki i widelca poprowadził nas jak prestidigitator między kolejnymi daniami smażonymi na grillu teppanyaki niczym na arenie cyrkowej. Świetna rozrywka – bardzo polecam! Możecie obejrzeć go w akcji na youtubie (klik), ale na żywo jest jeszcze fajniej 🙂 Jeżeli chcecie zaprowadzić gdzieś gości i pokazać im coś widowiskowego, to dania z metalowej blachy grilla teppanyaki świetnie się sprawdzą. Allan ma pogodny charakter, szowmeńskie zacięcie i idzie się z nim dogadać po angielsku.

A podano nam:

Gotowane na parze pierożki shumai ze szpinakiem i tofu, krewetkami lub z kurczakiem i imbirem z sosem z sosu sojowego, octu ryżowego, wina mirin, imbiru i oleju sezamowego. Jak nie lubię tofu, to te wegetariańskie shumai były boskie!

Odsmażane pierożki gyoza z kapustą, marchewką, cebula, shitake, dymka, a także z nadzieniem krewetkowym i wieprzowym.

Następnie warzywa smażone na teppanyaki: grzyby enoki, baby kukurydza, pieczarki, seler naciowy, biała cebula, kiełki mung, grzyby shitake i pędy bambusa w białym winie i maśle czosnkowy – dla mnie to było zdecydowanie najlepsze danie wieczoru.
Japoński smażony ryż z drobno pokrojonymi warzywami; papryką, marchewką, białą cebulą, dymką i prażonym czosnkiem. Okraszony jajkami i sosem z oleju sezamowego, masła czosnkowego i sosu sojowego.
Następnie na grillu teppanyaki wylądowały: łosoś, kurczak i kalmary. Każde z innym sosem, który niesamowicie podkreślał walory potrawy. Te sosy zaiste mają duszę!

Na deser był banan panierowany w panko, flambirowany w brandy i podany z lodami sezamowymi.
Wszystkie posiłki były zestawione z chilijskimi winami Ovieha Negra.

Podsumowując, w Tao spędziłam świetny wieczór na przedniej zabawie i pysznym jedzeniu. Naprawdę pysznym.

 maki sushi

Drugie spotkanie pod znakiem sushi i sake odbyło się w restauracji ZEN przy ul. Św. Tomasza 29 w Krakowie. Na dole restauracji znajduje się bar sushi otoczony pływającymi łódkami, na górze zaś przytulne wnętrza w kolorach ciemnego drewna i wiśni z klimatycznymi japońskimi pokoikami wyłożonymi matami tatami.

Tym razem sami wzięliśmy się za przygotowywanie posiłku. Warsztaty z przygotowywania sushi poprowadził sushi-master Przemek. Super! Spokojnie, fachowo, elokwentnie i bardzo pozytywnie.

Na początek najprostsze treścią, a zarazem najtrudniejsze formą, nigiri, czyli ryż zaprawiony octem, cukrem i solą, owinięty plasterkiem łososia maźniętego wasabi. Przy okazji zawijania poznaliśmy savoir-vivre i tricki przydatne przy spożywaniu sushi. Degustowaliśmy również wino śliwkowe z kruszonym lodem.

Następnie zawijaliśmy maki. Jak się robi sushi maki? Płatki glonów nori obklejaliśmy ryżem do 2/3 wysokości, pomazialiśmy przez pół pastą wasabi, po czym nadziewaliśmy je dowolnie: marynowaną rzodkwią, bakłażanem, paskami tykwy, świeżym ogórkiem, awokado i surowym pstrągiem. Potem trzeba już tylko ciasno zawinąć i pokroić. Świetna zabawa i całkiem ładnie mi wyszły. Maki sushi na zdjęciu to moje dzieło 🙂

Na koniec zabawne sushi w rożku z nori (temaki), czyli taki jakby japoński streetfood 😉 Tym razem bez ryb, lecz ze szparagiem w tempurze.

Kiedy już się najedliśmy, przeszliśmy do kolejnej części imprezy, czyli degustacji sake.  Poprowadził ją przedstawiciel Gekkeikan Sake (klik). Wyjaśnił nam, czym jest sake, jakie są rodzaje i jak ją pić. Próbowaliśmy po kolei: tradycyjnego sake na zimno i na ciepło, sake leżakowanego w dębowych beczkach oraz sake z przewagą polerowanego ryżu. Żadne mi nie smakowało, więc nie obawiałam się o swoją głowę 😉 Następnie Nigori – zawiesiste sake niefiltrowane, ono mnie najbardziej ujęło swoją dziwacznością oraz sake musujące Zipang – dość zabawne w smaku i jedyne, które dopiłam. Na koniec podano ekskluzywne sake Horin. Bardzo się cieszę, że mojemu pierwszemu spotkaniu z tym dziwnym alkoholem przewodził fachowiec, bo pewnie nie wspominałabym go tak miło, pomimo iż trunek zupełnie mi nie odpowiada, to przynajmniej nie uciekłam z wrzaskiem, a nawet zaciekawiłam.

Deserem spotkania były trzy ciastka od U lala Cafe (klik) z Pałacu Bonerowskiego przy Rynku Głównym 42: czekoladowa muffinka z zielonym kremem budyniowym, w którym za grosz nie było czuć zielonej herbaty, kruche ciasteczko z solonym karmelem oraz sakiewka filo z owocami egzotycznymi i miętą. Wszystkie słodkie i dobre, choć jedynie sakiewki były dość intrygujące.

W Zen spędziłam kolejny świetny wieczór. Radosny i pełen pozytywnej energii.

Czy znalazłam minusy tych spotkań? Malutki: deser od U lala niepotrzebnie próbował nabrać otoczki inspiracji japońskością. Zupełnie chybione:/ Szef cukierników powinien choć pooglądać obrazki z książki „Japońskie słodycze” Magdy Tomaszewskiej-Bolałek. Ja w trzy sekundy potrafiłabym wymyślić ciekawsze i bardziej pasujące do okazji zestawienia smakowe, a sztuczny barwnik w kremie budyniowym podziałał na mnie jak płachta na byka. Gdyby ciastka zostały przedstawione nam jako „zwykłe” desery, nie czepiałabym się wcale, bo były bardzo smaczne. Tymczasem poprzeczka smakowo-japońska w Zen stała bardzo wysoko, a ja jako pies na dziwne desery stawiam ją jeszcze wyżej.

Podsumowując spotkania z restauracjami Zen i Tao, to było super! Super! Super! Super! Całość obydwu spotkań, jak i każde z osobna, była dla mnie wspaniałym doświadczeniem. Organizatorzy zapewnili wszystko, co obiecali: pyszne jedzenie, świetne trunki, cudownych ludzi i sympatyczną atmosferę. Jedzenie wyjątkowo smaczne, a ludzie je przygotowujący – pełni pasji.

Bardzo dziękuję za zaproszenie, a obydwa miejsca szczerze polecam.
Pozdrawiam
Gosia

Zen Sushi Bar – św. Tomasza 29, Tao by Zen – Józefińska 4, Kraków

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s