Czekoladowy jagielnik (sernik z kaszy jaglanej) i ziarenka ze średniowiecznego Krakowa

Bardzo prosty przepis, ale efekt wyśmienity. Przepraszam za brak zdjęć środka, ale jagielnik był wyjazdowy, a u ludzi to mi głupio robić zdjęcia 😉 Zastanawiałam się nad spodem z ciastek oreo, albo owsianym takim jak tutaj, ale w końcu stwierdziłam, że postawię na absolutną prostotę formy, zwiększając bogactwo aromatów.

chocolate millet cheesecake, czekoladowy sernik jaglany, czekoladowy sernik wegański, czekoladowy sernik jaglany, chocolate vegan cheesecake

Czekoladowy jagielnik (wegański sernik z kaszy jaglanej)

3/4 szklanki kaszy jaglanej
2 szklanki ulubionego mleka (migdałowego, owsianego, koziego, ryżowego)
2 łyżki oleju kokosowego lub innego w miarę stałego tłuszczu
1 szklanka daktyli
1 łyżka syropu z agawy, klonowego lub miodu
1 łyżka brązowego cukru waniliowego
1 łyżeczka skórki startej z pomarańczy
1 łyżka kawy (rozpuszczalnej lub zbożowej)
1 tabliczka gorzkiej czekolady
szczypta soli morskiej
sok z pomarańczy wg uznania

Kasze jaglaną przepłukać i ugotować na mleku z dodatkiem daktyli. Czekoladę rozpuścić (można to zrobić od razu w lekko ciepłej kaszy). Wszystkie składniki zmiksować. Jeżeli blender sobie nie radzi ze zbyt gęstą masą, można dolać trochę soku z pomarańczy, by uzyskać idealnie gładką konsystencję. Masę przełożyć do tortownicy 18-20 cm wyłożonej na dnie papierem do pieczenia. Piec ok. 30-40 minut w 170°C. Przed krojeniem wystudzić.

chocolate millet cheesecake, czekoladowy sernik jaglany, czekoladowy sernik wegański, czekoladowy sernik jaglany, chocolate vegan cheesecake of millet groat

A teraz wytłumaczę tytułowe nasionka…

Jeszcze w marcu byłam w podziemiach Krakowskiego Rynku Głównego na wykładzie pt.: „Rośliny spożywane przez mieszkańców średniowiecznego Krakowa”. Na wykładzie było tylu krakowskich blogerów kulinarnych, że śmiało można go potraktować jako wydarzenie blogerskie 😉 Ogólnie nie byłam z wykładu zadowolona. Choć dzieci, które musiałam ze sobą zabrać, nie zdemolowały muzeum, pomimo iż na tyłkach nie usiedziały, to buzie trzymały zamknięte, więc sumarycznie jako rodzic wyszłam dumna. Zawsze warto zabierać dzieci do ludzi i pokazywać, że istnieje jakiś inny świat niż dom, podwórko i szkoła. Natomiast jako osoba zainteresowana jedzeniem czułam się nieco oszukana. Nie czułabym się tak, gdyby tytuł wykładu brzmiał: „Nasionka z X wieku wygrzebane spod Rynku”. Spodziewałam się kompleksowej opowieści na temat jedzenia, opartej o wykopaliska, ale też o średniowieczne dokumenty, poboczne historie, spisy inwentarzowe gospód i klasztorów itp. A tymczasem był to spis nasion, które udało się wykopać. Przy czym wcale nie ma pewności, czy rośliny, do których należały te nasiona, były jadane przez Krakowian, czy np.: przez ich konie. Czy w ogóle zostały zjedzone, a może zbierały się jako spontaniczne osady w zakolu Wisły? Jedno jedyne znalezione nasionko figi równie dobrze na stanowisku archeologicznym mogło wylądować wraz z kałem przelatującego ptaka. A przecież wiele roślin rozmnaża się przez rozsadę, wiec brak nasion wcale nie świadczył, że ich nie zjadano. Kraków nawet w X wieku był dużym miastem, a nie ośrodkiem rolniczym, więc nawet rośliny spożywane obficie, niekoniecznie musiały być reprezentowane w Krakowie przez swoje nasiona itd, itd, itd…

Co do samej prezentacji, to pani dr Aldona Mueller-Bieniek na pewno jest wybitnym archeobotanikiem i ma ogromną pasję badawczą, ale jest człowiekiem kompletnie niemedialnym i odnosiłam wrażenie, że za momencik zemdleje ze strachu, a zamiast odpowiadać na pytania – ucieknie. Jednak wykład o swojej pracy przygotowała rzetelnie, więc mam nadzieję, że wypracuje sobie sposób prezentacji, bo szkoda ukrywać tyle wiedzy.

Czemu w ogóle o tym wspominam? Albowiem jednym z nasionek, którego łuski znaleziono w najobfitszych ilościach (ok. 40% wszystkich zbóż) było proso. Znaleziono głównie łuski, zatem nasiona zostały oczyszczone na kaszę jaglaną, co z dużym prawdopodobieństwem świadczy, że miała ona istotny udział w posiłkach średniowiecznych Krakowian, a nie ich koni, bo dla koni się prosa nie łuska. Tak czy siak, spożywanie jaglanki nie jest pomysłem nowoczesnym, tylko dużo starszym, lecz należy się cieszyć z renesansu, jaki aktualnie przeżywa.

Mój autorski czekoladowy jagielnik dołączam do akcji „Kasza jaglana na słodko„.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s