Czy ryba to mięso? Post a wegetarianizm.

Ponieważ trwa Wielki Post, więc raczej nie zamierzam w tym czasie niczego piec. Ten czas uważam za świetną okazję do cukrowego detoksu (jeżeli jesteście bardziej zainteresowani, to fajną listę sporządziła Kasia klik). Ale bez obaw Trochę Inna Cukiernia i tak będzie ociekała cukrem, bo mam sporo zaległych przepisów:)

Tymczasem znów mnie wzięło na rozmyślania. Tym razem nad postem i nad tym, że stworzenie, które myśli, widzi, czuje, reaguje, metabolizuje, opiekuje się swoimi dziećmi – nie jest uznawane za zwierzę. Powszechność tego mniemania doprawdy mnie zdumiewa.

Mięso to słowo oznaczające ogólnie mięśnie zwierząt, które zjadamy. Do pokarmów mięsnych zalicza się również inne części ciała tegoż zwierzęcia, takie jak skóry, ścięgna (żelatyna), kości czy podroby (narządy wewnętrzne). I zgodnie z tą definicją, RYBA TO JEST MIĘSO. Ryba jako stworzenie boże jest zwierzęciem. Na drzewie nie rośnie 😉 Ma mózg, oczy, nos, paszczę, krew, serce, wątrobę, nerki itd.  I ma mięśnie, które my zjadamy. Całe nieporozumienie, że ryba jakoby nie była mięsem, wzięło się z tradycji chrześcijańskiej, w której w czasie postu nie wolno jeść mięsa, ale wolno jeść ryby. Stąd się wzięły dziwne pomysły, aby tradycję religijną przekładać na dietetykę i że wegetarianie mogą jeść ryby, bo to nie zwierzę.

czy ryba to mięso

Tymczasem post nie ma znaczenia w odniesieniu tego, czy krzywdzi się jakieś zwierzę, czy nie. Niestety. Tradycja unikania mięsa wzięła się stąd, że mięso dawniej (a nawet jeszcze wcale nie tak dawno temu) było towarem luksusowym, a w czasie postu należy wstrzymać się od dogadzania sobie i jeść skromnie. W basenie Morza Śródziemnego, Czerwonego, nad jeziorem Galilejskim, a także w europejskich wioskach zazwyczaj skupionych w niedalekiej odległości od rzek, czy strumyków, najprostszym i najskromniejszym pożywieniem, oprócz chleba, były ryby.

Ludzie niestety skromni są i prości, więc nauki o zachowaniu postu poszły łańcuchowo. Nie wolno jeść mięsa, wolno jeść ryby, więc je się ryby, nawet jeżeli są trudno dostępne i wcale nie są tanie. A jak nie ma ryb, to może inne zwierzęta wodne można za nie uznać – stąd w niektórych krajach w czasie postu dozwolone było jedzenie mięsa bobrów, żółwi i wydr.

W drugą stronę, jeżeli ryby są drogie – nie są postne. Łosoś pod brokułową chmurką i sandacz w trzech sosach – nie są postne, bo post zakłada skromność nie tylko treści posiłku, lecz także co do jego formy. Jeżeli posiłek jest luksusowy, drogi lub dostarcza zbyt wiele przyjemności, choćby był bezmięsny – nie jest postny.

Jako dziecko czułam ogromny mętlik w głowie związany z piątkowym postem. Rozumiałam, że post ma oznaczać jakieś wyrzeczenie. Ale jakie to wyrzeczenie, skoro piątek był dla mnie najpiękniejszym dniem w ciągu całego tygodnia – bo NIE MUSIAŁAM JEŚĆ MIĘSA! Juppi! Mój ojciec uważał, że tylko mięso to jest porządne jedzenie, i bez mięsa to nie ma posiłku. Czy z resztą właśnie tak nie uważa większość Polaków? Katorgą dla mnie było wiecznie pojawiające się zdanie: „Dojedz mięso, resztę ziemniaków możesz zostawić”. Teraz ilekroć mam ochotę tak powiedzieć do swoich dzieci, gryzę się w język 😉 W każdym razie post dla mnie to była wielka radość. Ryb prawie nie jadaliśmy – bo tata nie lubił. Tak swoją drogą, to nie ma gorszych niejadków niż dorośli mężczyźni 😉

Wydaje mi się, że nieświadomość przyczyny jedzenia ryb w czasie postu jest też powodem, dla którego wielu dorosłych odczuwa dyskomfort światopoglądowy. Szczególnie odczuwalny wśród wojujących wegan. Ale nawet wśród duchownych spotkałam osoby, które nie potrafią wytłumaczyć, dlaczego w Wigilię, która ma być poświęcona oczekiwaniu na nowe życie, wolno zabijać nieszczęsne karpie. Niektórzy wprost, choć po cichu, twierdzą, że dlatego, że dawniej komuś, pewnie jakiemuś biskupowi, coś się pop…yrtało.
Słyszałam nawet próby argumentacji, że ryb nie uznawano za zwierzęta, bo nie krzyczą podczas ich zabijania. Ależ skąd! Po prostu post ma inne powody, a ideologia o zabijaniu została dorobiona później, dowodząc totalnej ludzkiej głupoty.

Podsumowując, ryba pod względem dietetycznym to mięso, choć o wyjątkowym składzie tłuszczowym. Pod względem etycznym jest to zwierzę, które czuje i myśli, podobnie jak inne zwierzęta, wobec tego wegetarianie ryb nie powinni jeść (a jeśli jedzą, to nie powinni nazywać się wegetarianami). Zaś w postnym posiłku w tradycji chrześcijańskiej chodzi o skromność, a wcale nie o jego wegetariańskość i niekrzywdzenie innych istot. Co mnie akurat napawa smutkiem, ale to już moja sprawa.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s