Po co piszę bloga kulinarnego?

Dlaczego piszę bloga kulinarnego?

A ch…olera to wie! Właśnie tak się nad tym zastanawiam, no co mi to potrzebne, skoro kosztuje to tyle nerwów? O kradzieży zdjęć już raz się żaliłam, teraz wzbiera we mnie jeszcze więcej żalu.

trochę inna cukiernia, troche inna cukiernia, trocheinnacukiernia.home.blog

Założyłam bloga, żeby się dzielić swoimi przepisami, własnymi pomysłami, rzeczami, które wykonałam samodzielnie. Ale to nie znaczy, że rzucam swoje wpisy w otchłań internetu mówiąc: Macie! Żryjcie! Bierzcie, co chcecie. Jest w internecie, więc jest niczyje. Nie, to są moje teksty i moje zdjęcia. Zrobiłam je sama. Publikuję je po to, żebyście mogły korzystać z moich przepisów we własnych kuchniach, a nie, żebyście je publikowały na Waszych stronach czy tablicach, pozbawione linków do mnie. A już na pewno nie po to, żebyście wysyłały je na konkursy, czy do gazet jako swoje!

Dlaczego my blogerki w ogóle publikujemy nasze przepisy? Osobiście nie wierzę w deklaracje tym blogerkom, które mówią, że chciały mieć wszystkie przepisy w jednym miejscu. Guzik prawda. W takim wypadku wystarczyłby plik worda, zeszyt albo segregator na wydruki. Pisanie w internecie z góry wyklucza użytek prywatny. My piszemy z próżności. Tak. Mniej lub bardziej rozbuchanej, ale próżności. Chcemy zatrzymać na dłużej ten moment przyjemności związany z ugotowaniem czegoś pysznego. Na tą myśl naprowadziła mnie mama Ewy, która mówiła o sensie robótek ręcznych. Wydaje mi się, że również kulinarne blogowanie wynika z faktu, że nasza (czyli mam, żon, kur domowych) praca daje bardzo krótkotrwałe efekty: ugotujemy, zjedzą, pochwalą (lub nie) i już. Koniec tematu. Nie budujemy mostów ani dróg, nie malujemy fresków, nie konstruujemy samochodów. Nasza harówka znika w kilka chwil. Naczynia pobrudzone, trzeba umyć, by znów móc je brudzić. A blog pozwala nam przedłużyć ten ulotny moment chwały, który towarzyszy słowu „dziękuję” wypowiadanemu przez wstającą od stołu rodzinę. Pozwala zachwycić innych ludzi, podbudować własne ego, pokazać, że codziennie my też tworzymy arcydzieła. Efekty naszej pracy mogą trwać dłużej. Czy to próżność, czy może pasja twórcza? Obie chyba się przeplatają. Ale dzięki blogom my też mamy przyjemność. Choćby z wspominania minionych kolacji, spotkań, smaków… Przyjemność płynącą z dopracowania estetyki wpisu, zrobienia ładnego zdjęcia. I najważniejsze, mamy też ogromną przyjemność dzielenia się tym dobrem, które udało nam się stworzyć, z dalszymi znajomymi, a także z ludźmi nieznajomymi. Nie tylko w Wigilię zostawiamy na stole dodatkowe nakrycie. Codziennie możemy ugościć naszym dziełem, naszym dobrem, zupełnie obce osoby.

Tylko, że niektóre z tych osób, biorą sobie naszą kolację i podają u siebie jako własną…

Czy Wy też tak robicie? Idziecie do cudzego domu, zabieracie rzeczy, które zrobiły inne osoby i wynosicie jako swoje? Bo właśnie tak postępujecie, kiedy moje zdjęcia i przepisy przypinacie na swoje tablice bez podania porządnego linka.

Przepisy kulinarne jako receptury nie są chronione prawami autorskimi, jednak teksty i zdjęcia już tak. Publikacja bez zgody autora całego tekstu i zdjęcia wykracza poza prawo cytatu, w związku z tym narusza własność intelektualną. Krótko mówiąc to jest KRADZIEŻ!!! W dodatku często te „inspiracje” są kompletnie pozbawione linków do źródłowego posta na blogu. Kliknięcie na adres źródła odsyła na stronę z innymi inspiracjami, a nie do bloga źródłowego. Nawet jeśli jest link, to zazwyczaj kliknięcie na zdjęcie prowadzi na stronę główną bloga, gdzie nie znajdzie się żadnych informacji na temat tego konkretnego przepisu. A resztą, po co ktokolwiek miałby przechodzić na moją stronę, skoro ma już cały przepis na Waszej tablicy? Po cholerę ma wchodzić jeszcze na bloga?

Co, kogo obchodzi, że to są moje zdjęcia, moje teksty, mój czas im poświęcony i one powinny być dostępne na mojej stronie, a nie w setkach Waszych kolekcji?

Może uważacie, że się czepiam? O co mi chodzi? Przecież jest podpisane adresem (nieaktywnym, ale jest). Ale popatrzcie: na zszywce moje galaretkowe piwo zostało obejrzane prawie 8000 razy (OSIEM TYSIĘCY!), na stylowych tort na 6 urodziny mojej Córci został przepięty prawie 600 razy. A wiecie, ile osób weszło na Trochę Inną Cukiernię z tych stron? W sumie przez pół roku, to było niecałe 20 przejść. DWA_DZIEŚ_CIA. Ciężko określić, ile razy moje zdjęcia i przepisy były rozpowszechniane np na Facebooku bez podania linku do źródła.

Czemu się czepiam? Że co? Że lajków nie dostanę, że mi statystyki nie idą w górę? Że jakaś inna dziunia dostanie pochwały od koleżanek, a nie ja? Tak, właśnie o to się czepiam. Bo te lajki, te wejścia, te komentarze, to jest moja zapłata za czas włożony w prowadzenie bloga. W przypadku blogerek, które z blogiem związały swoje domowe budżety, to jest wprost odbieranie im chleba od ust. W większości przypadków, blogerek takich jak ja, które piszą blogi dla przyjemności dzielenia się, po prostu odbieracie nam sens blogowania.

No żesz cholera jasna, nie okradajcie nas!!! Szanujcie nasze prawa autorskie, szanujcie naszą własność intelektualną. Nie podajcie naszych wpisów jako swoich, nie wysyłajcie naszych zdjęć na konkursy.

Dziękuję tym czytelnikom, którzy są kulturalni, którzy przekazując przepis znajomym podają pełny link, przypinają na tablicę zdjęcie z aktywnym odniesieniem bez całego tekstu, tak że ich czytelnik wchodzi również na blog źródłowy. Dziękuję dziewczynom, które korzystają z moich przepisów i mi o tym napisały. Dziękuję za każdy komentarz osobom, którym spodobały się moje wpisy lub które zainspirowałam do podjęcia własnych eksperymentów. Dziękuję, że szanujecie mój czas i wysiłek. Dziękuję, że nadajecie temu blogowi sens.

To wcale nie znaczy, że blogerkom trzeba cały czas kadzić, podlizywać się i wychwalać pod niebiosa, bo złapią focha. Wcale nie, bo konstruktywna krytyka też jest potrzebna. Za brak komentarza też się nie obrażamy. Po prostu szanujcie nas i nasz wysiłek.

Z poważaniem
Małgorzata Kalemba-Drożdż, czyli Pinkcake, autorka Trochę Innej Cukierni

P.S. Proszę bardzo, ten tekst sobie ukradnijcie i wklejcie na swoje strony. Droga wolna. Możecie go potraktować jako list otwarty.

P.S. 2. „Próżny” to brzydkie słowo, od razu przywodzi na myśl nadętego bufona, zapatrzonego w siebie. I już widzę, że kilka osób poczuło się urażonych. Tylko jak inaczej nazwać chęć zostania pochwalonym? Chęć pokazania swojego dzieła, z którego jest się zadowolonym? Chęć podzielenia się czymś, z czego jest się dumnym?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s