Różowe kulki i uśmiechnięta cukinia

Strasznie poważnie się ostatnio zrobiło.  😉 Pora na odrobinkę uśmiechu!

uśmiechnięta cukinia, cukiniowy ludek

Ostatnie kwiatki z naszej cukinii i ostatnia dzidziusiowa cukinka, jako uśmiechnięty stworek:)

A teraz obiecana wczoraj galaretka. Domową, a właściwie pół domową galaretkę, przygotowałam na wodzie z syropem truskawkowym, dając tyle syropu, żeby było odpowiednio słodkie i tyle żelatyny, ile zalecane jest na opakowaniu. W ten prosty sposób można cieszyć się galaretką, unikając sztucznych aromatów i barwników, przyrządzając ją np na soku owocowym. Wystudzoną galaretkę zmiksowałam na najwyższych obrotach, tak jak przy moim galaretkowym piwie. Pamiętacie je jeszcze? 😀

piwo z galretki, galaretkowe piwo

A różowe kuleczki to też galaretka – ale agarowa.

domowa galaretka

Wspomnikami studenckimi już się dzieliłam przy okazji chlorofilowych lodów. Piękne czasy darcia sałaty (żeby fuzjować komórki) i tarcia kapusty (badanie właściwości antocyjanów). Wspomnienia z fizjologii zwierząt i przeciwciał monoklonalnych chciałabym czasami wyprzeć z pamięci… Ale tego nie zrobię. Bo tym większy szacunek mam do zwierząt laboratoryjnych i ilekroć zaczynam żałować, że nie zostałam genetykiem, to przywołuję tamte obrazy.

Ale miało być na wesoło. Szarlotek wzruszyła mnie niedawno alginianowymi kulkami. Opowiedziałam wtedy, jak robiliśmy w ten sposób immobilizację drożdży tworząc proste bioreaktory. A ja wtedy na ćwiczeniach wkraplając urocze kuleczki do roztworu jonów wapnia zastanawiałam się, czy dałoby się w ten sposób skulkować coś jadalnego… 🙂 Dziś, w czasach świetności kuchni molekularnej mogę sobie tylko pluć w brodę, że z tego myślenia nic nie wynikło 😛 Ciekawe, ile odkryć nam umyka, bo trafiają akurat do zupełnie nieprzygotowanego na nie umysłu? Podobnie jak moja szefowa, czasem ze śmiechem wspomina, że widziała dziwne „bulby” wokół komórek, na dwa lata przed odkryciem apoptozy. No cóż, tylko, że ona nie potrafiła tego odkrycia zinterpretować… Se la vie:) Tak więc przyznaję, że mnie również umknęło rewolucyjne odkrycie:P

A teraz kulki agarowe. Przyznaję, że agaru nieco się brzydzę. A to dlatego, że niemal codziennie używam go w pracy, więc skojarzenia z nim mam wybitnie niekulinarne;) Agar to taka galaretka, tylko że z glonów morskich a nie ze zwierzęcych ścięgien jak żelatyna. Agar jest sztywniejszy niż żelatyna, szybciej tężeje niż żelatyna, po żelifikacji nie rozuszcza się w wodzie jak żelatyna, ma większą pojemność cieplną niż żelatyna i nie trawi go większość mikroorganizmów w odróżnieniu od żelatyny. Dlatego też to agar jest używany w laboratoriach biochemicznych, genetycznych i mikrobiologicznych.

Żeby zrobić kulki z agaru (my też go nie trawimy;)) trzeba rozpuścić łyżeczkę agaru w niepełnej szklance płynu, który chcemy skulkować, zagotować i wypuszczać po kropelce do zimnego oleju. Kiedy zastygnie, trzeba przepłukać wodą i już. Ale trzeba mieć szpryckę o łagodnym przepływie lub strzykawkę z dużą dziurką, bo wyjdą nam robaczki, a nie kulki;) Ja po prostu nałożyłam strzykawką tężęjące krople na talerz. Są przez to pół okrągłe, ale przynajmniej nie przypominają dżdżownic, jakie mi wychodziły w oleju:P Do syropu truskawkowego dodałam jeszcze soku z buraka, żeby były bardziej różowe. Ciekawe, co by powiedzieli w labie, gdybym wylała różowy żel pod analizę DNA? 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s