Zupa grochowa z torebki

Od zawsze uwielbiałam filmy z Clintem Eastwoodem. Mając jakieś 15 lat zrozumiałam, że to dlatego, że bardzo przypominał mi ojca. Wysoki, burkliwy twardziel. Zawsze pozytywny bohater, choć szorstki i chwilami wręcz antypatyczny. Jak mój Tata. Miał wyjątkowo wredny charakter, oj, tak, ale nie był złym człowiekiem. Brzydził się kłamstwa, krętactwa i kolesiostwa. Taki nasz Brudny Harry, tyle że bez Magnum 44.

Tata uwielbiał książki, niemal codziennie czytał kolejną. Zaś dom i piwnicę zawalały stosy śrubek, alternatorów, oporników, części samochodowych, samych najpotrzebniejszych narzędzi itp. Nie dość, że Brudny Harry, to jeszcze MacGywer. Jak to dobrze, że nie wiedział jak się wychowuje dziewczynki, pewnie nie umiałabym niczego naprawić, ani chodzić po drzewach. Mówił, że jedyne, czego nie można zabrać człowiekowi, to wiedza.

Zazwyczaj spędzaliśmy wakacje nad morzem. Przez wiele lat mojego dzieciństwa jeździliśmy na ten sam nadmorski kemping schowany w gęstym sosnowym lesie. Zawsze w dniu swoich urodzin zabierał nas na lody. Wędrowaliśmy do lodziarni mieszczącej się tuż obok latarni morskiej. Ale niezależnie od pogody i miejsca, w którym przebywaliśmy, zawsze szliśmy na lody. Do tej pory co roku tego dnia chodzę na lody. Kiedyś, jedząc tradycyjne lody nad brzegiem morza, patrzyłam na rozbawioną Córkę i zrozumiałam nagle, dlaczego Tata z wakacji zawsze wracał ze spalonymi słońcem plecami. Brzuch blady, a plecy czarne jak z Afryki. U dzieci grzebiących cały dzień w piasku to normalna opalenizna, ale u dorosłego faceta? Tata nie mógł wystawiać twarzy do słońca, ponieważ cały czas musiał mieć na oku swoje dzieci bawiące się nad brzegiem Bałtyku. Takie oczywiste…

Człowiek inaczej patrzy na świat, kiedy sam zostaje rodzicem. Rozumiem teraz złości i nerwy mojego Taty. Potrafię pojąć jego bezsilność i frustracje, kiedy nagle został sam z dwiema małymi dziewczynkami. Nawet gorzej niż sam. Musiał ubierać, pilnować, czesać długaśne warkocze, co rano pakować kanapki do szkoły, a nie potrafił tego robić. Wielki mężczyzna, który nagle musiał ogarnąć cały świat dziecięcych potrzeb i nikt nigdy go do tego nie przygotował. Tata nie umiał też gotować, a gotował dla nas codziennie. Opanował przygotowanie tylko kilku potraw: pomidorowa z przecieru, niemożebnie rozcieńczona grochówka z torebki, bitki, gulasz, kotlety, rosół, ogórki ze słoika, to praktycznie jedyne jedzenie z mojego dzieciństwa. Pamiętam po dziś dzień jego pierwsze podejście do smażenia naleśników – wyszły grube jak racuchy! Na deser umiał przygotować piszingiera lub galaretkę, na święta piekł piernik kętrzyński, oczywiście z torebki.

Nasze ostatnie wspólne wakacje były wspaniałe. Było super, pomimo ciotki wariatki i jątrzącego kleszcza u Psiny. Jak zwykle wzięliśmy za mało książek. Ale panowała między nami harmonia, jakiej nigdy wcześniej nie doświadczyliśmy. Jednak ja miałam wewnętrzny żal, że dopiero nowotwór nauczył mojego ojca, że można życie brać na spokojnie. Że nie trzeba się pieklić i czepiać o byle co. Dlaczego nie pojął tego wcześniej?

1 października miałam jechać zapisać się na ćwiczenia z fizyki. Nie pojechałam.

Dziś na obiad zupa grochowa z torebki. Nie jadłam jej ponad 11 lat.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s