Zielone lody

Przedstawiam wściekle zielone lody koziowe. Lody z mleka koziego, sojowego, owsianego już pokazywałam wiele razy. Dużo mleka mało cukru, czyli zdrowa ochłoda na upały. Ale nie pokażę już więcej moich foremek do lodów, bo tylko się z nich śmiejecie;)

zielone lody z mleka koziego, zielone lody dla alergików, chlorofil, goat milk ice creams

A czemu lody są zielone? Nie wiem czemu, dzieci lubią dziwne produkty, które barwią język, więc do mleka dodałam chlorofilu, czyli naturalnego zielonego barwnika roślinnego. Zdrowa alternatywa dla dzieci, które lubią zwariowane potrawy, zaś ich rodzice odrzucają sztuczne barwniki. Wystarczy naprawdę odrobinka.

Ach, chlorofil! Chociaż studia skończyłam wieki temu, to nigdy nie zapomnę ćwiczeń z biotechnologii komórki roślinnej. Egzaminu wszyscy się bali, bo dziekan nie pozwalał na lekceważenie biochemii roślin, nawet jeśli większość studentów wiązała przyszłość z komórkami zwierzęcymi lub bakteriami. Mieliśmy wiele świetnych kursów, ciekawych, fascynujących, pozwalających zgłębiać tajniki natury niczym magię. Ale te ćwiczenia wspominam szczególnie miło. Fuzjowanie dwóch gatunków, przenoszenie genu świecącego białka meduzy do sałaty, wyprowadzanie całej rośliny z jednej komórki… Poza tym mieliśmy dość swobody by porobić studenckie głupoty: zanurzać roślinki w ciekłym azocie, nawet polewać się nim po rękach (nie polecam – skóra strasznie wysycha;)), wylizywać odżywkę, produkować pioruny w mikrofali… Robiliśmy też ekstarkcję chlorofilu z liści jakiegoś boguduchawinnego drzewka. Kiedy wreszcie uzyskaliśmy sporą zlewkę najczystszej zielonej esencji życia, prowadzący ćwiczenia podał nam katalog firmy biotechnologicznej i polecił znaleźć cenę chlorofilu. Opadły nam szczęki! Kropla kosztowała więcej niż uniwersytecka pensja (bardzo mała kropla, bo wiadomo ile zarabia się na uniwersytetcie). Morał był krótki i powszechnie znany, który pan doktor skwitował: tak się zarabia na biotechnologii. Wiem, że wiele osób w ten sposób zainspirował do działania. Żałuję, że sama nie mam smykałki do robienia interesów. Niestety jestem typowym naukowcem, dla którego możliwość sprawdzenia: „dlaczego” i „co by było gdyby” jest ważniejsza niż „ile można na tym zarobić”. I jeszcze ta dziecinna radość, która do tej pory nie pozwala mi się oprzeć wrzuceniu kawałka suchego lodu do zlewki z wodą za każdym razem, gdy przychodzi paczka z odczynnikami…

Ech, łezka aż mi się zakręciła na studenckie wspomnienia. Na palcach jednej ręki mogę policzyć kolegów ze studiów, którzy nie wyjechali z Polski. W nauce została dwójka. Nie ma się czemu dziwić. Na zachodzie już doktorant ma zdolność kredytową i pensję pozwalającą spłacać kredyt mieszkaniowy a doktor jest traktowany jak największy skarb, bo coraz mniej ludzi chce się w ogóle kształcić. A u nas? Pewnien kolega pracuje jako kelner, bo zarobi trzy razy więcej niż jako asystent. No uszy opadają.

Ale się rozgadałam przez ten chlorofil… 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s